czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 10

                                              "Marco? To Ty?"


-Mam nadzieję, że te wakacje będą najlepsze.
-Tak, będzie kochanie-blondyn złączył nasze dłonie.
-Marco, mam jakieś złe przeczucia, że coś się stanie.
-Kotek, nie myśl, wszystko będzie ok, zobaczysz

**************************************************

-Marco, ile będziemy lecieć?
-Jakieś 6 godzin.
-Ile??? 6 godzin? To my tam będziemy o 12 w południe?
-Nie, kochanie zmiana strefy czasowej jest.
-Ila czasu? Do przodu czy, do tyłu?
-Do przodu + 2 godziny, czyli będziemy o 14 no, może po 14, z tymi wszystkimi awariami.
-Jaki awariami??-zapytała przerażona
-Żartuję, przecież uwielbiam Cię denerwować.
-Przymknij się już, nie będę się do Ciebie odzywała, wiesz jak mnie nastraszyłeś?
-Ojjjjj przepraszam kochanie, już nie będę.
-.............
-Kicia, obraziłaś się? PRZEPRASZAM 
-...............
-Całus na przeprosiny wystarczy?
Taaaaa cały Marco on wie, że ja się nie oprę tych jego oczu.
-Grrrr Reus nie wytrzymam z tobą.-zaśmiałam się
-Wybaczasz mi?-zapytał z miną niewiniątka
-Tak, ale jak nie będziesz mnie tak straszył.
-Dobrze już, będę spokojny.
-Jak ta podróż będzie tak długo trwała, to może ja sobie odeśpię co?
-Tylko, jest malutki problem-uśmiechnął się
-Jaki?
-Nie zabrałaś sobie żadnej poduszki
-No, jak to nie, zabrałam siedzi po mojej lewej stronie.
-Czy ty mówisz o mnie?
-Mhhhhhh, użyczysz mi swojego ramienia.
-Wiki, za darmo nic nie ma.
-To znaczy co?
-Na miejscu poproszę masażyk, dlatego,że nie będę mógł się wygodnie ułożyć, jak będziesz oparta o moje ramię.
-Niech stracę, a teraz użycz tego ramienia.
Tak jak powiedziałam oparłam się o ramię blondyna i próbowałam zasnąć, nawet nie wiem kiedy udałam się do krainy Morfeusza.
Poczułam jak ktoś mnie woła.
-Kicia, obudz się
-Mhhhhhhhhhhh
-Mówię poważnie
-Co się stało-ziewnęłam i przeciągnęłam się
-Za 30 minut lądujemy\
-Nie mów,że przespałam cały lot?
-No, prawie-zaśmiał się, zobacz jakie piękne widoki za oknem, a na lądzie będzie jeszcze więcej.
Niepewnie spojrzałam,przez te malutkie okienko, i muszę przyznać,że Marco miał rację. Piękne widoki.
-Ale ślicznie, ja chcę już tam być.
-Spokojnie jeszcze 30 minut, i caaaalutki tydzień razem, zero mediów, tylko my i Dubaj
-Ej, ej i jeszcze my -usłyszeliśmy Lewego
-Tak, tak jeszcze wy-dodał obrażony Marco
-Dobra przestańcie, a Ty-Ania zwróciła się do Roberta-daj im już spokój są młodzi niech się nacieszą sobą, a nie Ty im ciągle przeszkadzasz.
-Czekaj, chcesz mi powiedzieć, że jestem stary?
-Hahahah oj Lewy, Ty jesteś nie możliwy, a tak w skrócie mówiąc, jesteś trochę stary już-dodałam
-Nie no ja chcę do domuuu, pilocie proszę zawróć do Dortmundu-zawył Lewy
Nie no ja już z niego nie mogę. 
-Prosimy o zapięcie pasów za chwilę lądujemy-usłyszeliśmy, od stewardessy 
-Oj, kocie przygotuj się na wakacje życia, cały tydzień  tylko ze mną-wymruczał mi Marco do ucha
Gdy samolot stanął na ziemi, usłyszeliśmy pilota.
-Witam, z tej strony pilot, wylądowaliśmy właśnie w Dubaju, aktualnie jest godzina 14.05, pogoda jest słoneczna, +28 OC. Dziękujemy za skorzystanie z naszych linii lotniczych Emirates, życzymy miłego pobytu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
-No to co, wychodzimy szybko, szybko-gonił nas Robert
-Robert spokojnie, zdążymy, a przed chwilą jeszcze chciałeś wracać do Niemiec.
-Ojjj daj spokój.
Wstaliśmy z naszych dotychczas zajmowanych miejsc, i udaliśmy się do wyjścia z samolotu, następnie udaliśmy się po nasze walizki. Po odebraniu bagaży wyszliśmy z terminalu i złapaliśmy taksówki, która miała nas zawieść do hotelu, zarezerwowanego przez moją blondynkę.
Weszliśmy do przestronnego holu w hotelu od razu udaliśmy się do recepcji.
-Dzień dobry-przywitał się Lewy, razem z Reus'em 
-Dzień dobry
-Mieliśmy dwie rezerwacje na nazwisko Reus i Lewandowski
-Proszę o to klucze do Państwa pokoi 211 Pan Reus, 212 Pan Lewandowski, życzę udanego pobytu.
-Dziękujemy
Nasi mężczyzni po odebraniu klucze podeszli do nas, i udaliśmy się do windy, która zawiozła nas na czwarte piętro.
-Co dzisiaj robimy?
-Aniu przepraszam ale ja odpadam zmęczony jestem.
-Ty Reus nie wymigasz się, idziemy wszyscy na basen-zarządził Lewy
-No, dobra niech będzie-zawiedziony Marco zgodził się
-To widzimy się za 30 minut-tym razem Ania ogłosiła, i wszyscy rozeszliśmy się do swoich pokoi
Wchodząc do naszej tymczasowe sypialni nie wiedziałam co powiedzieć, po prostu byłam w szoku. Duży pokój, po środku duże małżeńskie łoże, po obu stronach szafeczki nocne, na przeciwko duża biała nowoczesna szafa, obok drzwi wejściowych drzwi do przestronnej łazienki, do tego duży taras, którego widoki wychodziły na basen, a w oddali było widać plaże. 
-Kochanie, co nic nie mówisz-blondyn objął mnie od tyłu
-Tu jest pięknie dziękuję-odwróciła się do niego przodem, i dałam mu krótkiego całusa.
-Mrrrrrrrrr ja chcę jeszcze, no ale trzeba się ogarnąć wiesz, że Ania nam nie odpuści i będziemy musieli iść na ten basen?
-Wiem-zaczęłam szukać w walizce stroju kąpielowego-dlatego ja pierwsza zajmuję łazienkę
-Odpuszczę Ci, bo Cie kocham-przesłał mi całusa w powietrzu
Po szybkim prysznicu, na orzeźwienie, przebrałam się, i po 15 minutach opuściłam łazienkę. Wolna, teraz Ty.

Marco:

Gdy Wiki poszła do łazienki, odpaliłem swojego tableta wchodząc do internetu ujrzałem nagłówek, który mnie zainteresował "Dwóch piłkarzy Borussii Dortmund Marco Reus oraz Robert Lewandowski wraz ze swoimi drugimi połówkami, byli widziani dzisiaj wczesnym rankiem na Dortmundzkim lotnisku,podejrzewamy, że wybierali się na krótkie wakacje. Ze swoich źródeł wiemy, że dziewczyna Reusa to córka Pani psycholog Borussii Dortmund, życzymy młodym szczęścia". 
Gdy to przeczytałem wybuchłem śmiechem, nie no "pisaki" nie mają o czym pisać, wszędzie mnie znajdą.-pokręciłem z nie dowierzaniem głową.
-Wolna, teraz Ty.-usłyszałem Wiktorię.
-Ok, poczytaj sobie-podałem jej tablet
Po szybkiej toalecie i przebraniu się w kąpielówki byłem gotowy, i wyszedłem z łazienki.
-Ja też gotowy-uśmiechnąłem się-przeczytałaś?
-Tak, Oni nie dadzą nam spokoju, na każdym kroku nas śledzą.
-Ej, ej uśmiechnij się zobaczysz popiszą i odpuszczą, chodz wychodzimy-złapałem ją za rękę.
Wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się na basen, byliśmy pierwsi, Państwa Lewandowskich, jeszcze nie było. Rozłożyliśmy się na leżakach, i czekaliśmy na Lewego i Anię.
-Ooooooooooo tu są nasi zakochańce usłyszałem za plecami.
-Witamy, witamy spóźniliście się-zaśmiała się Wiktoria
-Wikuś, kochana moja wiesz jak Robert się guzdrał? Nie mógł się wybrać-usprawiedliwiała się Ania
-Co? Ja się guzdrałem ja??
-Tak, a kto zajmował 20 minut łazienkę?
-No, bo tak wyszło, ale jak Ty byś mnie spakowała, to bym szybciej wszystko znalazł.
-Ojjj jak Wy się kochacie sprzeczać-skomentowałem
Lewandowscy rozłożyli się na leżakach obok nas.
-Marcoooo-usłyszałem 
-Tak?
-Misiu Ty mój posmarujesz mi plecy kremem?
Podeszłem do Wiktorii wziąłem krem wycisnąłem trochę na plecy, rozsmarowałem i przy okazji zrobiłem jej lekki masaż, po chwili leżałem już na swoim leżaku.
-Ejj Woodinho idziemy do wody?-zadał mi pytanie Lewy 
-Możemy iść, idziecie z nami?-zwróciłem się do dziewczyn 

Wiktoria:

Gdy Marco zadał mi i Ani pytanie, czy idziemy do wody, od razu się zgodziliśmy, wchodząc do wody zdziwiłam się, że jest taka ciepła. Od razu po wejściu do basenu zostałam porwana przez mojego chłopaka, zarządził wyścigi pomiędzy nami, kto pierwszy dopłynie do drugiego końca basenu, oczywiście On wygrał no bo jak inaczej.
-Marcinhoo-zawołałam zawiedziona
-Słucham-ukazał ten swój firmowy uśmiech
-Daj  mi buziaka na pocieszenie, że przegrałam 
-Oczywiście,że Ci dam, ale ja też chcę nagrodę, że wygrałem
-Pomyślimy, pomyślimy coś misiu.
Zaczęliśmy wracać równym tempem do Lewandowskich, usiedliśmy wszyscy razem na ławeczce, która była koło drabinki w basenie. 
-Marco? To Ty?-usłyszeliśmy za sobą. 
-Martina?

*************************************************************
                                
Witam, mam nadzieję, że nie zasnęliście :) 
10 dodaje dzisiaj, ze względu, że dzisiaj w nocy wyjeżdżam na kilka dni, i jutro by się nie pojawił. 
Mogę Wam powiedzieć, że w rozdziale 11 będzie się działo, jest już 2/4 rozdziału napisane. 
Kim jest Martina dla Marco?
Czy wakacje Wiktorii i Marco będą takie świetne jak Marco jej obiecał?
Ojjj będzie się działo. 
Buziaki i do następnego. :*
P.S mam pytanko liczba wyświetleń z dnia na dzień, jest większa, a komentarzy co raz mniej. Dlaczego? 







piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 9

                                             "Mamy jeszcze dwie godziny"


Od misiek :*

" Godzina 18 u mnie, tylko przyjdz sama"

Do misiek :*

"Będę Kocham Cię, i do zobaczenia."
****************************

Zbliżała się godzina 17, zaczęłam się szykować na spotkanie z blondynem. Spędziliśmy razem weekend, a jemu ciągle mało, chciałby mnie na wyłączność czy co? No tak stanęłam przed szafą i zawsze ten sam problem "nie mam w co się ubrać", w końcu wyciągnęłam jasne dżinsy i dobrałam do tego czarny sweterek. Wzięłam ze sobą rzeczy i kierowałam się do łazienki, żeby jako tako się ogarnąć.
-Wybierasz się gdzieś?-usłyszałam mamę
-No tak, do Marco dać mu prezent
-O której wrócisz?
-Nie mam pojęcia, na pewno do północy.
-Ok, nie mam więcej pytań-zaśmiała się
Dotarłam w końcu do łazienki wzięłam szybki prysznic, ubrałam się w przygotowane ciuchy, włosy związałam w kitkę, i pomalowałam się leciutko.
Wszystko zajęło mi to około 30 minut. Wyszłam z łazienki, weszłam do swojego pokoju, wzięłam telefon z biurko, wyciągnęłam prezent dla blondyna z szafy i zgarnęłam torebkę z łóżka.Zeszłam na dół i kierowałam się na korytarz, ubierając botki i swoją ramoneskę krzyknęłam tylko WYCHODZĘ!!!!!
Szłam sobie powoli, bo przecież i tak przecież miałam czas. Dochodząc do domu blondyna wpisałam kod do bramki, i weszłam na jego posesję, podchodząc do drzwi już miałam zamiar pukać, a tu mój misio otworzył już drzwi.
-Hej, jesteś przed czasem.
-Hmmmmmm, no to może zrobimy tak, że niby mnie tu nie było i przyjdę o równej 18 co ty na to??
-Nieeee chodz tu do mnie
-Ej, ej wejdzmy do domu w progu nie całuję się-powstrzymałam go 
Pociągnął mnie za rękę do środka oparł o drzwi i zaczął mnie powoli całować
-Dobra blondynku, daj mi zdjąć kurtkę.
-Ale ładnie coś pachnie-stwierdziłam wchodząc do kuchni.
-Kochanie idż do salonu zaraz podam kolację.
-Może Ci pomóc?
-Nie, poradzę sobie. 
Nie minęła chwila a Marco wszedł do salonu z dwoma talerzami spaghetti 
-Białe czy czerwone?-zapytał podnosząc do góry wino
-Czerwone.

Marco:

Podczas kolacji panowała zabawna atmosfera, żadnych kłótni, czy sprzeczek, po prostu śmialiśmy się. Po posiłku postanowiliśmy przenieść się na wygodną kanapę, stwierdziłem, że to dobry moment, aby dać Wiktorii prezent świąteczny.
-Wiki, zaraz wracam
-A gdzie idziesz?
-Zobaczysz.
Gdy zszedłem z góry poprosiłem, aby wstała.
-Kochanie, z okazji świąt mam coś dla Ciebie. Proszę -podałem jej malutkie pudełeczko
Niepewnie, i pomału zaczęła otwierać.
-Marco, ja... aja nie wiem co powiedzieć piękny jest dziękuję jeszcze z literką M.
-Obróć się założę Ci.
-Dziękuję piękny, jest ten naszyjnik. Też mam coś dla Ciebie. Proszę podałam mu pudełeczko ozdobione w świąteczny papier.
-Co to? 
-Zobacz.
-Zegarek. Dziękuję, od kilku miesięcy go kupuję. Dziękuję, Chodz tu-pociągną mnie do siebie i pocałował.
-Naprawdę Ci sie podoba? 
-Tak-uśmiechnął się
-Misiu, jeżeli nie to wszystkie zażalenia składaj do Melanii, Ona mi pomagała wybierać.
-Ojjjjjjjj, już ciiiiiiiiiiiiiii piękny jest.
Siedzieliśmy jakiś czas przytuleni do siebie, na kanapie, w końcu Wiki przerwała tą ciszę.
-Ja już chyba bedę się zbierała do domu.
-Co już? Jeszczę chwila.
-Marco która jest godzina co?
-Noo, 22. 
-No właśnie, a ja powiedziałam, że bedę przed północą.
-Mamy jeszcze dwie godziny.
-A jak pózniej wrócę do domu? 
-Odwiozę Cię.
-O nie, nie piłeś wino.
-Jedną lampkę nic mi się nie stanie.
-NIE!!!!! Piłeś, i nie będziesz wsiadał za kierownicę, zamówię sobie taksówkę.
-Ok, ale zostań jeszczę chwilkę.

Wiktoria:

Tak się zagadaliśmy, tak nam było wspaniale w naszym towarzystwie, że do domu wróciłam dopiero po północy, tak jak chciałam bezpiecznie taksówką dotarłam do domu. 


******************************
Święta, święta i po świętach, wszystko co dobre, szybko się kończy. Święta spędziliśmy w miłej atmosferze. Wigilię tak jak postanowiłam spędziłam w domu w gronie rodziny, a pierwszy dzień świąt jechałam z Marco do jego rodziny, mam nadzieję, że dobrze wypadłam. A drugi dzień świąt Reus przyjechał do nas, moja rodzina lepiej go poznała, po wizycie blondyna dowiedziałam się od moich kochanych wujków, że mam szczęście, że trafiłam na  takiego chłopaka. Dzisiaj jest 27 grudnia, jutro lecimy razem z Lewandowskimi do Dubaju na sylwestra, może trochę odpocznę od tego wszystkiego. Właśnie kończyłam pakować swój bagaż główny, jeszcze została podręczna walizka kiedy rozdzwonił się mój telefon.
-Pewnie Reus-westchnęłam, i się nie myliłam 
-"Tak, misiu?"
-"Kotku tak sobie pomyślałem, że..."
-"Wow Ty myślałeś"
-"Hhahah bardzo śmieszne, wracając do tematu tak sobie myślałem, i wymyśliłem, że może wieczorem podjadę do Ciebie i przyjedziesz do mnie, i jutro prosto ode mnie z domu pojedziemy na lotnisko co?"
-"A o której jest samolot"?
-"O 6:40, a na lotnisku musimy być o 5"
-"Coooo? O której? No dobra przyjedz wieczorem"
-"Spakowana jesteś?"
-"Jeszcze podręczna walizka i będę gotowa, a Ty?"
-"Ja już jestem spakowany"
-"Zazdroszczę, ja jeszcze nie, wiesz co kochanie ja kończę, bo muszę się dopakować"
-"Kocham cię do zobaczenia"
-"Ja też Cię kocham papapa"
No nareszcie spakowałam się, już jutro będę w gorącym Dubaju-rozmarzyłam się. Jednak ktoś postanowił mi przerwać ten spokój.
-Kto mi śmie przerywać spokój? 
-To tylko ja mogę?
-Tak , jasne wchodz wujku co Cię do mnie sprowadza?
-Jutro już lecisz?
-No, tak, ale dzisiaj już jadę do blondyna, bo jutro o 5 musimy być na lotnisku.
-Mam nadzieję, że wujkiem nie zostanę co??
-Spadaj-rzuciłam w niego poduszką
-Ojj przecież żartuję, wiem,że nie jesteś taka głupia.
-Proszę-krzyknęłam, gdy ktoś znowu pukał do drzwi
-Dzień dobry-przywitał się Marco
-Cześć-podali sobie ręce-a Ty zwrócił się do mnie pamiętaj
-Tak wiem, będę pamiętać-uśmiechnęłam się
-Dobra to ja uciekam do nich na dół, nie będę Wam przeszkadzać zakochańce.
-Gotowa?-zapytał blondyn
-Chyba tak-rozejrzałam się po pokoju- tak gotowa.
-To co jedziemy? 
-A która godzina 18.
-To wezmiemy walizki zejdziemy na dół, trochę jeszcze posiedzimy i pojedziemy już. Dobrze?
-Mi pasuje-nie no ten jego uśmiech, jest zabójczy.
Marco mój siłach wziął moje obie walizki, ja zabrałam tylko torebkę i zeszliśmy na dół.

Marco:

Zeszliśmy z Wiktoria na dół, usiedliśmy na kanapie razem ze wszystkimi, i swobodnie rozmawialiśmy, żartowaliśmy, jej reszta rodziny naprawdę jest fajna,polubiłem ich myślę,że oni mnie też. Zatraciliśmy się w czasie i  gdy spojrzałem na zegarek wskazywał on już godzinę 20.
-Wiktoria, my już chyba będziemy się zbierać co?
-Ojeju już 20? Tak będziemy się już zbierać. Jutro o 4 musimy wstać nie wiem jak to zrobię.
Wstaliśmy i udaliśmy się na korytarz, a reszta za nami.
-Córciu dzwoń, jak wylądujecie.
-Oczywiście mamo, nie martw się. 
-Córeczko na pewno odezwij się.
-Dobrze tatusiu, nie zapomnę.
Pózniej przyszedł czas na pożegnanie się z resztą rodziny.
-Tylko pamiętaj malutka co mówiłem-szepnął mi do ucha mój chrzestny
-Będę pamiętać-a tak w ogóle to spadaj zaśmiałam się.
Gdy już ze wszystkimi pożegnaliśmy się, to wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do Astona. 
-Kotek którą walizkę mam brać do domu?
-Żadnej, są jeszcze jakieś moje ciuchy w twojej garderobie nie?
-No, jakieś są, to co zajeżdzamy do domu, ja idę po swoje walizki, wkładam do samochodu i idziemy spać?
-Tak, jedyne o czym teraz marzę, to wygodne łóżko, bo jutro inaczej nie wstanę.

Wiktoria:

Tak jak Reus mówił, weszliśmy do domu i poszliśmy do góry, Marco po swoje walizki, a ja po jakąś piżamę i poszłam do łazienki wykapać się. Po szybkim prysznicu udałam się prosto do sypialni blondyna, zdziwiłam się, że Marco jeszcze nie ma. Ale nie zmartwiłam się tym, położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

RANO

Nieeeeeee kto wymyślił budzik, spać-jęknęłam
-Kotku wstawaj jest już 4, za pół godziny musimy wyjeżdzać, raz, raz wstajemy.
-No już, zrobisz mi herbatkę?
-Już czeka na Ciebie, w kuchni razem ze śniadankiem.
-Kochany jesteś, a teraz zmykam pod zimny prysznic, może się rozbudzę.
-Tylko szybko.
-Mhhhhhh
Po zimnym prysznicu trochę się rozbudziłam, wróciłam do sypialni, wybrałam ciuchy, ubrałam się w nie, i udałam się do kuchni.
-Jak zjem śniadanie idę umyć zęby i możemy jechać.
-Mamy akurat jeszcze 10 minut.
Zjadłam szybko śniadanie, posprzątałam ze stołu, i niczym torpeda popędziłam do łazienki umyć zęby i poprawić makijaż.
-Wiktoria!!!!!!!!!! pospiesz się
-Już idę. No możemy już jechać.
Droga na lotnisko zajęła nam 30 minut, o równej 5 wjeżdżaliśmy na parking, na którym mamy zostawić samochód.
-Chodz idziemy, Lewy z Anią już na nas czekają-podszedł do mnie blondyn i złapał za rękę.
Wchodząc na lotnisko od razu zauważyłam Państwa Lewandowskich, gdyż nie było dużego ruchu.
-Hej, Wam-przywitałam się, gdy podeszliśmy do nich.
-Cześć zakochańce. 
-Dobra, chodzcie na odprawę.
Gdy oddaliśmy walizki, poszliśmy dalej aby przejść przez bramki, i na spokojnie czekać na nasz lot. Po półtorej godzinie, ustawialiśmy się w kolejce do wejścia do samolotu. Wreszcie nadeszła nasza kolej. Gdy już siedzieliśmy w samolocie, obok mnie oczywiście siedział blondyn, a  przed nami Ania z Lewym.
-Mam nadzieję, że te wakacje bedą najlepsze.
-Tak, będzie kochanie-blondyn złączył nasze dłonie.
-Marco, mam jakieś złe przeczucia, że coś się stanie.
-Kotek, nie myśl, wszystko będzie ok, zobaczysz

****************************************************
Kochani postanowiłam na razie nie zawieszać bloga, wiadomo, że nie zawsze pojawi się rozdział w dany tydzień, ale mam nadzieję, że mnie trochę zrozumiecie.
Przepraszam za błędy, ale dzisiaj blogger nie chcę ze mną współpracować. Anonimki mogą już komentować.
Pozdrawiam i do następnego.
P.S. 
dortmunder_mädchen
Dziewczyna z przyszłością lub nie,liczy się to co teraz jest.
Może macie rację, że nie był mnie wart, jak nawet prosto w oczy nie powiedział mi tego. Kochane do następnego 💕

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 8 + przeczytajcie notkę pod rozdziałem

                          "Marco rozmawialiśmy już o tym prawda?" 




-Za to, że byłeś taki delikatny, i czuły. Kocham Cię

-Ja też Cię kocham-Dobranoc.
-Dobranoc.

**********************
Następnego dnia

Marco:


Gdy się obudziłem, i spojrzałem w stronę mojej księżniczki, uśmiech sam wkradł mi się na usta. Podparłem głowę na dłoni i patrzyłem tak przez chwilę na Wiktorię. Ale Ona jest słodka jak śpi, cieszę się, że wczorajszego wieczoru zaufała mi.

-Cześć kochanie-pocałowałem mojego skarba w czoło gdy się obudziła.
-Cześć skarbie-zaczerwieniła się.
-Ejjj, uwielbiam gdy się rumienisz.
-Przestań wyglądam jak burak-zaśmiała się.
-Wiki-spoważniałem-jak się czujesz?
-Dobrze-spuściła głowę.
-Słoneczko nie kłam tylko powiedz prawdę jak się czujesz?
-No, przecież mówię prawdę.
-Nie, kłamiesz bo nie patrzysz mi w  oczy. Więc jeszcze raz jak się czujesz?
-Marco-podniosła swój wzrok na mnie-trochę boli mnie brzuch, a po za tym to jest dobrze. Kocham Cię.
-Ale jak, chcesz jakaś tabletkę przeciwbólową? Nie wiem, może pojedziemy do lekarza? Szpitala?
-Hahah nie wezmę zaraz jakąś tabletkę i mi przejdzie dobrze?
-Ale na pewno?
-Mhhhhhhhhh, a poza tym co dzisiaj robimy? I kiedy wracamy do domu? 
-Zobaczysz może jakiś masaż? A do domu mamy wracać jutro, popołudniu. A Ty w poniedziałek idziesz jeszcze do szkoły??
-Nie, od poniedziałku mam już wolne, no to już będzie 23 grudnia, i będę musiała pomóc w domu, ale będzie tyle osób, że może nie będę potrzebna w kuchni. Misiu? 
-Co myszko?
-Gdzie spędzasz święta?
-Wigilię u rodziców, a może w pierwszy dzień wpadnę po Ciebie i pojedziesz razem ze mną do moich rodziców?
-No, nie wiem, zobaczymy ok?
-OK.

Wiktoria:

Tak jak Marco mówił poszliśmy na masaż, byłam tak zrelaksowana, że nawet zapomniałam o swoich problemach, i rozmyślałam nad propozycją blondyna. Zastanawiałam się, jak będzie w tym Dubaju, trochę się obawiam tego sylwestra, no ale pożyjemy zobaczymy. Resztę dnia wykorzystaliśmy naprawdę mega, skorzystaliśmy chyba ze wszystkich atrakcji, jakie były w tym Spa, 
Następny dzień:
Dzisiaj już wracamy do domu, biegam po naszym wspólnym pokoju i sprawdzam, czy wszystko wzięłam, a blondyn co robi? Siedzi na łóżku i się ze mnie śmieje.
-Kotek spokojnie, bo jeszcze sobie coś zrobisz i zamiast wspólnego wyjazdu do Dubaju to będziemy jechali na pogotowie.
-Przestań, byś mi pomógł, a nie tylko się śmiejesz. O której mamy wyjeżdzać?
-Masz jeszcze godzinę, a jak się szybciej wyrobisz, to możemy miłoooo wykorzystać ten czas.
-Tak, tak pomarzyć zawsze sobie możesz.
Jechaliśmy już w stronę Dortmundu, w samochodzie panowała cisza. Gdy zadzwonił telefon blondyna.
-To mama-westchnął 
-Odbierz.
-Halo?
-.........
-Tak, właśnie wracamy do domu.
-...........
-Oczywiście, Wiki jest zadowolona, zresztą ja też-spojrzał na mnie i ja również się uśmiechnęłam.
-........
-Mamo, nie wiem, we wtorek będę u Was, a Wiktoria spędza święta w domu, bo gości będą mieli.
-..........
-No zobaczymy co da się zrobić. 
-............
-No, papa.
-Kotek, moja mama razem z Nico naciskają, żebyś przyjechała w pierwszy dzień świąt do Nas.
-Marco rozmawialiśmy już o tym prawda?
-Prawda.
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy.
-Wejdziesz? -zapytałam, gdy zatrzymaliśmy się koło mojego domu?
-No, nie wiem
-Obraziłeś się na mnie?
-Nie, no ale już masz chyba gości?.
-Ojjjjj no chodz poznasz moją rodzinę.
-JESTEŚMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!-krzyknęłam wchodząc do domu
-OO znalazła się nasza zguba.
-Cześć wujku, stęskniłam się za Wami wszystkimi.
-Dzień dobry-taaaaaaaa Marco jak zawsze wie jak się zachować i od razu zrobił się poważny.
-Dzień dobry.
-Dobra chodzie tu wszyscy.
-To jest mój chłopak Marco.
-Marco, to jest mój chrzestny, to drugi wujek a to moje ciocie i moja kochana księżniczka-wzięłam ją na ręce.
-Cesc jeśtem Amelcia. A ty? 
-Księżniczko wujek Marco nie zna polskiego. Przetłumaczyłam blondynowi, co mówiła, a ten się uśmiechnął. I zaczął z nią rozmawiać po angielsku, taaaaaaaaa ta mała czarownica pomimo swojego wieku zna trochę angielski.
-Dobra koniec Marco-złapałam go za rękę-chodz
Wchodząc do pokoju blondyn zapytał
-Uuuuuuuuuu czyżby to była niemoralna propozycja?
-Przestań, jesteśmy u mnie w domu.
-No, ale ughhh no dobra.

Następny dzień:

Tak dzisiaj jest już 23 grudnia, jutro jest wigilia,a ja mocno zastanawiam się nad propozycją blondyna. Żeby pierwszy dzień Świąt spędzić u jego rodziny. 
-Mamo, tato-zawołałam schodząc ze schodów.
-Co się stało?
-Możemy porozmawiać?
-No pewnie.
-Ale... no... ten... możemy na osobności?
Rodzice spojrzeli po sobie.
-Dobrze, chodz do gabinetu.
-Słuchamy Cię.
-Bo ten no Marco chcę, abym pierwszy dzień Świąt spędziła razem z Nim u jego rodziny, i tak się zastanawiam co Wy na to?
-Curuś jak chcesz.
-No ok, ale może Marco mógłby wpaść do nas drugiego dnia?
-Córeczko tylko nie wpaść, ale przyjechać.
-Ojjjjjj dobra tato czepiasz się. Dobra to ja uciekam poinformować blondyna o tym.
Wzięłam telefon i postanowiłam powiadomić go o mojej decyzji

"Kochanie propozycja Twoja jest jeszcze aktualna "
Na odpowiedz długo nie musiałam czekać.

Od misiek :*

"Oczywiście, że tak. Zdecydowałaś się?"

Do misiek :*

"Achaa ja pierwszy dzień świąt u Ciebie, a Ty drugie dzień u Nas"

Od misiek :*

"Kocham Cię, i dziękuję, że się zdecydowałaś. Masz dzisiaj jeszcze czas, aby się spotkać?"

Do misiek :*

"Gdzie, i o której?"

Od misiek :*

" Godzina 18 u mnie, tylko przyjdz sama"

Do misiek :*

"Będę Kocham Cię, i do zobaczenia."






*******************************************************
Tak wiem zawaliłam na całej liiiinnniiiiiiiiiiii. No ale, wena mnie opuściła, a póżniej miałam problemy sama z sobą. (Powiem Wam, że każdy chłopak to świnia. )
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta. Myślę, nad zawieszeniem bloga, no ale to jeszcze może Wy mi pomożecie mhhhhhhhhhh??? Buzka i czekam na Wasze komentarze, co do dalszej przyszłości bloga.


sobota, 27 czerwca 2015

PYTANIE

Kochani, mam do Was pytanie, czy ktoś mógłby mi napisać jak zrobić zakładkę spam?? Bo nie mogę tego ogarnąć. Nie wychodzi mi. 

Rozdział 7

               "Kotek a może porobimy coś ciekawszego?"



-Nie bój się jak, ja przetrwałem tą rozmowę z twoimi rodzicami to Ty też przetrwał. Zresztą Nico już Cię polubił, Mela też Cię lubi.
-Ciekawe skąd to wiesz?
-Aaaaaaaa, bo ten no yyyyyyyyyy to moja słodka tajemnica. Ty moja złośnico!! 

******************************
 CZTERY MIESIĄCE PÓZNIEJ 

Wiktoria: 
Aktualnie jest 20 grudnia, właśnie siedzę i się nudzę na ostatniej lekcji w szkole. Z Marco układa nam się bardzo dobrze, spotkanie z jego rodzicami jakoś przeżyłam. Święta spędzam z rodziną w Dortmundzie mieliśmy lecieć do Polski, ale jednak wszyscy do Nas przyjeżdzają, za to sylwestra spędzam razem z Reusem, i Lewandowskimi 28 grudnia lecimy do Dubaju. Trochę się obawiam tych mini "wakacji", no ale pożyjemy zobaczymy. Słuchając nauczycielki od matematyki, jaka to matematyka będzie ważna w naszym życiu poczułam wibrację w kieszeni, dyskretnie wyjęłam telefon a tam wiadomość od blondyna:
-"Koteczku czekam na parkingu na Ciebie, i mam wobec Ciebie niecne plany."
-"Mhhhhhhhhhh ciekawe jakie???"
-"Porwę Cię do siebie, a Ty czemu nie edukujesz się, tylko na telefonie siedzisz mhhh?
-"Nudna jest ta matematyka, dobra kończę bo ta jędza idzie do mnie"
O boże jakoś przeżyłam tą ostatnią lekcję wychodząc ze szkoły szukałam wzrokiem samochodu blondyna a on już na mnie czekał przy swoim skarbie.
-Hej, kochanie-no tak wspominałam już chyba, że Reus uwielbia wyrażać czułości w miejscach publicznych i tym razem też tak było.
-Hej-powiedziałam od niechcenia
-Ejjjjjj co się dzieje???
-Nic.
-Koteczku przecież widzę, co się dzieje?
-No chyba mówię, że nic jedziemy czy nie??

Marco:
Odkąd odebrałem Wiki ze szkoły, jest jakaś taka nie swoja muszę się dowiedzieć co się stało. Siłą a od Niej to wyciągnę. Jadąc do mnie do domu myślałem jak wyciągnąć od młodej polki co się stało. Parkując samochód przed garażem położyłem moją dłoń na kolanie Wiktorii, a Ona co zrobiła??? Strzepnęła moją dłoń i wysiadła z samochodu o co jej chodzi??? 
-Wiki o co Ci chodzi??-zapytałem wchodząc do domu.
-O nic 
-Przecież widzę, co się stało.
-No bo... co pisałam z tobą na lekcji........... to-mój skarb wtulił się we mnie i zaczęła płakać- wtedy co Ci pisałam, że ta baba od matmy idzie do mnie.... wzieła mnie do tablicy a ja nic nie rozumiem z tej pieprzonej matematyki i kazała rozwiązać jakieś zadanie, a ja nie umiałam-ejjjjj ciiiiiiii zacząłem ją uspokajać gdy zaczłęłą cała drżeć- a ona.... wstawiła mi jedynkę i ii. i powiedziała, że na koniec semestru też mi wstawi jeden. 
-Ejjjj malutka spójrz na mnie.
-Marco nie.
-Wikii posłuchaj ja Ci pomogę, tylko muszę porozmawiać z twoimi rodzicami.
-Nieeeeee!!!!!!!!!!! 
-Ale dlaczego?
-Blondasie Ty mój-no w końcu się uśmiechnęła-ja z Nimi porozmawiam.
-Dobrze, już ciiiiiiiiiiiiiiii spokojnie, a teraz jedziemy do Ciebie ogarniasz się i zabieram Cię gdzieś?
-Gdzie??? No pllllloseeeeeeee powiedz.
-Eeeee nie. Spakuj sobię parę rzeczy porywam Cię na weekend. Tak uprzedzę twoje pytanie, twoi rodzice już wszystko wiedzą i pozwolili Ci.
-Ale, jak? Gdzie? Kiedy??
-Chodz jedziemy.

W DOMU 

Wiktoria:
-Misiuu co mam spakować na ten nasz wyjazd?
-Coś seksownego-puścił mi oczko
-No ej.
-Co??? Dobrze skarbie wez strój kąpielowy i zwykłe rzeczy, na taką pogodę jaką mamy teraz.
No tak wez strój kąpielowy i zwykłe rzeczy, tylko co??? Blondyna oczywiście, gdy jest potrzebny nigdy nie ma, poszedł rozmawiać z moimi rodzicami. Po 30 minutach byłam gotowa.
-Marco-krzyknęłam schodząc na dół-jestem już gotowa.
-Dobrze, chodz jedziemy. Do widzenia Państwu-pożegnał się z moimi rodzicami
-Do widzenia Marco, córciu bawcie się dobrze.
-Oczywiście paaaa 

W SAMOCHODZIE

-Marcoo??
-Mhhhhhhhhh myszko?? Co się dzieję?
-O czym rozmawiałeś z moimi rodzicami?
-A skąd wiesz, że o czymś rozmawialiśmy?
-Hahaha bardzo śmieszne, jak zeszłam na dół to zamilkliście wszyscy.
-To będzie nasza słodka tajemnica.
Ejjjjjjj misiu bo zaraz będe chciała wracać do domu.
-No, ok rozmawialiśmy o tej twojej matematyce, i uzgodniłem z twoimi rodzicami, że w wolne weekendy będziesz przychodziła do mnie i będę Ci pomagał w matmie.
-Nieeeeeeeeeee?????
-Takkkk
-Marco, moi rodzice zgodzili się na to?
-A czemu mieli się nie zgodzić?
-No bo wiesz, w wolne weekendy, no to wychodzi na o, że będę więcej czasu spędzać u Ciebie niż u siebie w domu.
-Oj, cicho już-zaśmiał się 
Resztę drogi pokonaliśmy w ciszy. Po dobrych 2 godzinach zatrzrymaliśmy się gdzie??.........w SPA
-Marco co my tutaj robimy?
-Wiki spędzimy miło weekend. Chodz.
-Dzień dobry mieliśmy rezerwację na nazwisko Reus- taa Marco grabisz sobie tym maślanym wzrokiem wgapiasz się w tą recepcjonistkę.
-Dzień dobry, już sprawdzam, a tak proszę klucz i życzę miłego pobytu Panu. 
-Dziękujemy na pewno będzie miły-mruga na odchodne
Takkk Woodyinho chce się tak bawić, to się pobawimy i zapamięta, że ja też potrafię być wredna i flirtować z innymi.
-Chodz kochanie, ciągnie mnie za rękę do windy. Ejj malutka uśmiechnij się caluutki weekend jest tylko nasz. A póżniej aż tydzień w Dubaju.
-Taaa cieszę się-wymusiłam uśmiech
-Zapraszam-blondyn otworzył drzwi do naszego pokoju
-Yyyyyyyy ale Marco
-Tak wiem jest mały problem-podrapał się po głowie-no tak westchnął będę spał na podłodze, bo jest tylko jedno łóżko.
-Marco, nie o to chodzi, podzielę się z tobą łóżkiem.-zaczęłam się śmiać
-No, tak bardzo śmieszne własna dziewczyna mnie wyśmiała, hahaha bardzo śmieszne.
-Ejjj nie obrażaj się misiaczku. 
-..........
-Marcinho-zamruczałam mu nad uchem
-..........
-Ok, tak się bawimy to Ci nie pokaże jaki mam strój kąpielowy
-Mam nadzieję, że jakiś seksowny. Mrrrrrrrrrr 
-Wariat, ale i tak Cię kocham.
-Byś tylko spróbowała.
-A właśnie, zapomniałabym co to było w recepcji?
-Ale o co Ci chodzi?-zapytał z głupawym uśmieszkiem
-Tak jak zwykle nic nie wiesz. "Dziękujemy na pewno będzie miły" dalej nie wiesz o co chodzi??
-Oooooooooo zazdrosna jesteś?
-Nie jestem wcale zazdrosna.
-Napewno?
-Pffffff o taką lale??? Przestań.
-Kocham Cię Ty mój zazdrośniku.

Wieczór

Marco:
Cały dzień spędziliśmy razem i bardzo miło, najpierw byliśmy w saunie, a resztę dnia byliśmy na basenie. Muszę powiedzieć Wiki ma niezłe ciało. A jeszcze w tym stroju kąpielowym wyglądała jak ósmy cud świata.
-Kotek idziesz pierwsza do łazienki czy ja?
-Idz pierwszy, potem ja.
-Ok.
Wykąpałem się i zwolniłem łazienkę mojej myszce.
-Wolne-pocałowałem ją w czoło.
-Ok, lecę.
Po około 40 minutach Wiki wyszła z łazienki.
-Marco która godzina?
-Już patrzę , yyyy 22.15, obejrzymy jakiś film?
-Ok, a co?
-Nie wiem coś się znajdzie, już szukam. Patrz mam jakiś na laptopie, komedia romantyczna może być?
-Wow!! Marco Reus będzie oglądał komedię romantyczną no no, nie wierzę.
-Kochanie dla Ciebie wszystko.

Wiktoria:
W połowie filmu zaczęło mi się nudzić, miałam położoną głowę na torsie blondyna, i zaczełam jezdzić palcami po jego klacie.
-Mhhhhhhh skarbie baardzo przyjemnie-wymruczał mi do ucha.
Marco w tym samym czasie zaczął błądzić ręka na mojej tali. 
-Misu-powiedziałam i zamknęłam oczy z przyjemności.
-Kotek a może porobimy coś ciekawszego?
-Ale... ale ja... ja się boje.
-Ejjj spójrz na mnie do niczego Cię nie zmuszam. Dobrze?
-Mhhh..
 Marco zaczął mnie całować i nagle, znalazł się nademną, włożyłam swoje ręce pod jego koszulkę i jak najszybciej chaciałam się jej pozbyć. Gdy pomógł mi pozbyć się jego bluzki, zaczął zdejmować pomału moją koszulkę, i resztę rzeczy. Gdy robiło się już naaprawdę gooorąco.
-Marco.
-Tak?-oderwał się ode mnie
-Bo... boo to .. jest mój, mój pierwszy- ciiiiiiiii pocałował mnie blondyn 
-Będę delikatny dobrze?-spojrzał mi w oczy
-Mhhhhhhhhh poddałam się całkiem w ręce blondyna


Po wszystkim padliśmy na łóżko wtuleni w siebie.
-Wiki??-zapytał z niepokojem? strachem?
-Tak-spojrzałam na niego
-Jak się czujesz?
-Dobrze-uśmiechnęłam się-dziękuję
-Za co??
-Za to, że byłeś taki delikatny, i czuły. Kocham Cię
-Ja też Cię kocham-Dobranoc.
-Dobranoc.

***************************************************

PRZEPRASZAM!!!!!!!!! WIEM DŁUUUGO MNIE TU NIE BYŁO , ale mam nadzieję, że teraz będę REGULARNIE dodawać posty. Mam nadzieję, że ktoś to w ogóle czyta. Nie jestem zbyt bardzo zadowolona z rozdziału. Jeszcze jedna sprawa chcecie rozdziały takiej długości jak dzisiaj, czy krótsze??? Do następnego :*
P.S. Mile widziane linki do waszych blogów, te które już mam pod poprzednimi rozdziałami czytam, ale nie zawsze komentuję, gdyż mój telefon nie zawsze jest posłuszny na komentowanie.


piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 6

                                    "Co ja mam Ci powiedzieć?"


-Tak, i możesz zmienić status na facebook'u z "wolny" na "zajęty". Po tym obydwoje wybuchliśmy śmiechem, ale opanowaliśmy się, żeby Nico nie obudzić.
-A teraz moja DZIEWCZYNO idziemy spać, bo jutro czeka nas ciężki dzień.
Dziewczyno jak to ładnie brzmi, usłyszeć to od Reusa.
***
Następny dzień:

Marco:

Za chwilę mamy jechać do Wiktorii i powiedzieć jej rodzicom o nas szczerze boję się trochę jak na to zareagują. No ale pożyjemy zobaczymy.
-Marco, chodz już im szybciej pojedziemy tym szybciej będziemy mieli już to za sobą.
-Idę już malutka.
Całą drogę nie odzywaliśmy sie do siebie, chociaż nie było to tak daleko tylko 10 minut jazdy samochodem.
-Wiki, gotowa?-spytałem za nic wysiedliśmy z samochodu pod jej domem
-Boję się..... ale chodzmy już. 
-Jestem!!!!!!!-krzyknęłam gdy przekroczyłam próg domu 
-Ooo widzę, że nie przyszłaś sama.
-Tak, mamo ale Marco, już znasz.
-Dzień dobry Pani, mam nadzieję, że to nie jest problem, że przyszedłem razem z Wiki??
-Nie, oczywiście, że nie jest mi bardzo miło
-Mamo, gdzie jest tata?
-Na górze zaraz go zawołam.
Gdy mama poszła na górę po tatę usiedliśmy na kanapie w salonie, i zastanawiałam się jak przebiegnie nasza rozmowa.
-Marco..-odezwałam się prawie szeptem
-Mhhhh co?
-Bo ten... no wiesz nawet, że jak moi rodzice nie zaakceptują naszego związku mam nadzieję, że będziemy razem?
-Oczywiście kocham Cię
-Ja Ciebie też. Dobra chdz bo już idą 
-Cześć tato.
-Cześć córeczko
-Dzień dobry Panu-Marco podał dłoń na powitanie mojemu ojcu
-Dzień Dobry
-Mamo, tato-zaczęłam-muszę Wam coś powiedzieć. Bo ja i..... Marco.... my... -złapałam blondyna za rękę....jesteśmy razem.
Spojrzałam na blondyna, pózniej na moich rodziców czekając na ich reakcję.
-No powiedzcie coś.
-Wiktoria co ja mam Ci powiedzieć. Jesteście razem, i nie zabronię się Wam spotykać, widzę jaka jesteś szczęśliwa. Marco znam Cię już jakiś czas i mam nadzieję, że nie skrzywdzisz mojej córki.
-Oczywiście proszę Panią, nawet nie mam takiego zamiaru, jesteśmy szczęśliwi i się kochamy.
-Tato, czemu nic nie mówisz?
-Co ja mam Ci powiedzieć, że co cieszę się, że jesteście razem??? Nie Wiktoria ty jesteś jeszcze za młoda masz 17 lat, a Marco ma 26. Wiesz jaka jest różnica wieku między wami? 9 lat i myślisz, że będziecie całe życie razem? Że nie znudzisz się Mu?
-Proszę Pana-zaczął Marco, nie mam zamiaru skrzywdzić Wiktorii kocham ją i nie znudzi mi się-uśmiechnął się w moją stronę 
-Nie no moja mała córeczka nie jest już taka mała-tata zaczą się śmiać -gratulacje młodzi
Uffffffffff  odetchnęłam z ulgą i Marco, też chyba.
-Wiktoria bo mamy do Ciebie pytanko my pojutrze musimy jechać na chwilę do Polski, i nie wiem czy będziesz leciała z nami?
-Mamo, ehhh na ile?
-No pojutrze czyli w piątek o 14:45 mamy samolot z Dortmundu do Gdańska i wracamy w poniedziałek o 9:35, to jak?*
-Nieee mamo wiesz, że to jest dla mnie za krótko weekend w Polsce a tydzień po powrocie będę płakała. Zostanę w domu, ale razem z tata lecisz?
-Tak, i twój brat też leci.
-Dobra, to ja zostanę tutaj, i trochę odpocznę a do Polski polece sobie pod koniec września.
-Marco-tym razem mój tata zwrócił się do Reusa
-Tak, proszę Pana
-Zagdlądaj do Wiktorii jak nas nie będzię.
-Tak, wiem o tym.

PIĄTEK

Marco:
Właśnie jadę do Wiki, aby odwieść jej rodziców i jej brata na lotnisko. Mam nadzieję, że jak polecą do Polski to Wiktoria spędzi ze mną dużo czasu.
-Halo-odebrałem telefon-tak Wiki już jadę za 5 minut jestem u Was.
Gdy podjechałem pod ich dom młoda już czekała na mnie.
-Hej kochanie-podszedłem do niej i przytuliłam ją
-Hej, to co wołać moich rodziców?
-Mhhhhhh

Wiktoria:

-Mamo, tato, wariacie!!!!!!!!!!!!!! Marco przyjechał i chodzcie już.
-Idziemy, a ja nie jestem wariat.
-Ojjjjjjjjj tak mój mały braciszek się obraził??? Też Cię kocham.
-Spadaj.
 W drodze na lotnisko mój tata rozmawiał z blondynem o czym? Nie wiem nie słuchałam ich.
-Córcia widzimy się za trzy dni i dzwoń jak by coś się działo.
-Ojjj mamuś spokojnie macie lecieć do Polski i się nie martwić o mnie dam sobię radę.
-Wiesz, że mama zawsze się martwi nawet jak jesteś sama w domu.
-Tatoo, idzcie już bo zaraz mama się tu rozklei i nigdzie nie będzie leciała-szepnęłam tacie na ucho, a on się uśmiechną.
-Już, idziemy.
-Czekaj, Daniel kochany braciszku pod słońcem masz wieczorem zadzwonić na Skeyp'ie ty i moja malutka kochana księżniczka. I powiedzieć jej, że przylecę pod koniec września na jej 6 urodzinki okejj??
-No dobra powiem, tylko, że to jest nasza kuzynka, i jak ty będziesz leciała to ja też.
-Dobra leć bo się spóżnisz. Papapap 
Gdy rodzice razem z bratem zniknęli nam z oczu wtuliłam się w blondyna tors.
-Marco-wymruczałam 
-No co malutka?
-Odwieziesz mnie do domu?
-Do mnie oczywiście, że tak i mam mieć na Ciebię oko, także zostajesz u mnie całyyy weekend. I nie chcę słyszeć słowa sprzeciwu.
-Nooo dobra zgadzam się, ale jest jeden warunek.
-Jaki znowu warunek?
-Najpierw musimy jechać do mnie do domu i muszę zabrać kilka rzeczy.
-Kochanie, dla Ciebie wszystko. Kocham Cię-i w tym momencie blondyn mnie pocałował na środku lotniska 
No tak cały Reus on chyba uwielbia pokazywać uczucia przy wszystkich
-No chodz już.
-Uuuuuuuuuuuuu komuś się spieszy do mnie. Ciekawe czemu Ci się tak śpieszy? Czyżbyś chciała ze mną ko.....
-Marco!!!!!!!!!!!!!! Przestań!!!!!!!!!!!!!!!!! 
-No, co?? Ja tylko chciałem powiedzieć komedię oglądała.
-No, tak pewnie komedię miałeś na myśli.
-Ojjjjj, kochana głodnemu myśl na myśli.
-Takkkkkkkkkkk??? To co będziemy robić przez ten cały weekend?
-Coś się wymyśli, ale ja już mam trochę planów. Dzisiaj wieczorem pójdziemy na kolację na miasto. Jutro wezmiemy od Melanii Nico i pojedziemy na wycieczkę, a w niedzielę na obiad do moich rodziców.
-C-oo-co?? Do twoich rodziców? Kochanie ja już mam stracha.
-Nie bój się jak, ja przetrwałem tą rozmowę z twoimi rodzicami to Ty też przetrwał. Zresztą Nico już Cię polubił, Mela też Cię lubi.
-Ciekawe skąd to wiesz?
-Aaaaaaaa, bo ten no yyyyyyyyyy to moja słodka tajemnica. Ty moja złośnico!! 

******************

*Podane godziny są realne na loty z Gdańska do Dortmundu


PRZEPRASZAM ZA TO COŚ POWYŻEJ!!!!!!!!!!!!!!!! 
Tak wiem nudnyyy aż chcę się wymiotować.
Brak czasu, ten rozdział TYDZIEŃ pisałam. Za dwa tyg. koniec roku a trzeba poprawiać oceny, i troooochę tego jest.
Mam nadzieję, że w połowie nie zasnęliście. Kiedy następny??? Nie mam pojęcia, ale bardzo PODOBNE, ŻE JUŻ PO KOŃCU ROKU CZYLI W WAKACJĘ!!!!!!!!!!!!!!
Pozdrawiam :) i do następnego...
P.S Jak komentujecie to mile widzanę będą linki do Waszych blogów, jak znajdę trochę czasu to zrobię zakładkę, no ale to póżniej. :D

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 5

                          "Wy też będziecie mieli dzidziusia ?"


-Malutka porozmawiamy?
-Tak, musimy. Słuchaj bo... Marco... wtedy gdy wpadłeś na mnie na Indunie...... eh......... od razu spodobałeś mi się i zakochałam się w tobie.
-Wiktoria ja też, się zakochałem się w  tobie. 
Przybliżył się do mnie przytulił mnie iiiiiiii nachylił się w moją stronę. Sytuacja powtórzyła się ta sama co w parku. Gdy zabrakło nam już powietrza "odkleliliśmy" się od siebie i Marco wziął mnie na ręce, zaniósł na górę do swojej sypialni. Wtuliłam się niego jak w misia i tak zasnęłam. 

***
Marco:
Wiktoria zasnęła wtulona we mnie jak w misia, ślicznie wygląda jak śpi. Nagle do mojej sypialni przydreptał Nico.
-Wujkuuuuuuu, mogę z tobą i ciocią spać?
-A co się stało?
-No bo w tym pokoiku są duchyyyyyy!!!!!!
-Ciiiiii, bo ciocię obudzisz, gdzie są te duchy?? 
-No w safie, takie wieeelkie i kzyca. O ciocia się obudziła.
-Co się dzieje?? 
Ojjjjjj  tak Wiki w potarganych włosach też tak słodko wygląda.
-Ciociuu mogę z wami spać? Bo w pokoiku są duchy w safie, i tak kzyca.
-Nico, chodz zobaczymy gdzie są te duchy i je przegonimy mhh??
-No to chodz, wujku.
-No i gdzie te duchy?? 
-Przed chwilecką jesce były. 
-Marco, chodz na chwilę, Nico chyba tak powiedział bo nie chce sam spać.
-Ale, ma z nami spać??
-A co w tym dziwnego? Nico?
-Tak, ciociu?
-Chcesz z nami spać?
-A mogę? Bo tatuś mówi, ze jak dorośli śpi lazem w łóżku to potem są dzieci. Wy też będziecie mieli dzidziusia?
Spojrzałam się na Marco a on co?? Zaczął się uśmiechać. 
-Nico chodz już spać , pózno. No tak Marco wie co zawsze powiedzieć.
-Ciociu chodz.
-Zaraz skarbie ja jeszczę idę napić się wody, dobrze?? Pójdziesz ładnie spać?
-Tiaaak, doblanoc ciociu.
-Dobranoc królewiczu.

Wiktoria:
Stojąc w kuchni myślałam o tym co powiedział Nico "Wy też będziecie mieli dzidziusia?" -Nieeee potrząsnęłam głową, dopiero co się z Marco poznaliśmy, to wszystko dzieję się trochę za szybko. Najpierw wpadłam na Reusa na stadionie, pózniej zajmowanie się Nico, następnie ten pocałunek w parku i po ten w domu, wyznanie miłości mojej do blondyna i blondyna do mnie.
-O czym myślisz? -zapytał Marco, nie wiem nawet kiedy się pojawił koło mnie.
-O tym, że to chyba za szybko się dzieję, i chyba wrócę już do domu.
-Wiki... o czym ty mówisz?? Myślisz, że puszczę Cię samą do domu w środku nocy? A co się dzieję za szybko? 
-Marco... no bo...ehhhh najpierw wpadliśmy na siebie na Indunie, potem  opiekowanie się tym kochanym brzdącem, ... ten pocałunek w parku.....i w domu-mówiąc to spuściłam głowę w dół w tym momencie ciekawsze były płytki na podłodze w kuchni niż patrzenie na blondyna- a potem wyznaliśmy sobie miłość. Marco to za dużo jak dla mnie na razie.
-Ejjj Wiki spójrz na mnie, słyszysz spójrz na mnie.
Pomału mój wzrok kierowałam na Reusa.
-Ooo tak lepiej, malutka żałujesz?
-Czego?
-Tego, że się całowaliśmy i wyznaliśmy sobie miłość.
-Nieeeeeeeeee!!!!!!! Marco to nie tak, tylko... znamy się miesiąc i co już się całowaliśmy i wyznaliśmy sobie nasze uczucia. Wiesz jak zareagują moi rodzice na to, że znamy się około miesiąca i już całowaliśmy się??
-Ejj nieprzejmuj się w miłości tak bywa, jutro jak Mel odbierze od nas Nico pojedziemy do Ciebie do domu i porozmawiamy z Twoimi rodzicami co??? 
-Marco..no dobra.
-No, a teraz chodz spać bo rano nie wstaniemy.
W nocy nie mogłam spać ciągle myślałam jak potoczy się rozmowa z moimi rodzicami, mój tata nie będzie miał nic przeciwko temu, że się spotykamy, ale mama? Będzie wywodziła wykładu na temat tego, że jest za dużo różnica wieku między nami.
-Śpisz? -usłyszałam za sobą.
-Niee, nie mogę myślę.
-Nie myśl tylko spij, nie zawracaj sobie głowy niepotrzebnymi sprawami.
-Ale.. mój tata zrozumie, że się spotykamy ale moja mama? Będzie robiła nam wykłady, że za duża różnica wieku między nami.
-Ej, a może twoja mama chce, żeby to Gotze był ich zięciem? mhhh?
-Coo? O czym ty mówisz?
-Ojj malutka Mario mi w tajemnicy powiedział, że mu się podobasz i prędzej czy pózniej będziesz jego. Ale On tylko wykorzystuję dziewczyny i potem jest nara. 
-Cooo Mario??? Po co mi to powiedziałeś? Teraz bedę się biła z myślami, że Mario chce ze mną być, i jak ja mu spojrzę w oczy??
-Kochana normalnie udawaj, że nic nie wiesz, a jak będzie się do Ciebie jakoś przystawiał to mi powiedz a ja coś z moim prawym sierpowym ok?. A tak w ogóle powiedzieliśmy sobie wzajemnie o naszych uczuciach, i tak oficjalnie chcę spytać Cię, zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak!!! 
-Wiesz jak mi ulżyło? Myślałem, że się nie zgodzisz i będę musiał się bardziej starać.
-Ojjj ty moja kochana blondyneczko kocham Cię wiesz?
-Wiem, czyli już tak oficjalnie jesteśmy parą tak?
-Tak, i możesz zmienić status na faceeboku z "wolny" na "zajęty". Po tym obydwoje wybuchliśmy śmiechem, ale opanowaliśmy się, żeby Nico nie obudzić.
-A teraz moja DZIEWCZYNO idziemy spać, bo jutro czeka nas ciężki dzień.
Dziewczyno jak to ładnie brzmi, usłyszeć to od Reusa.

*************************************************

Tak, wiem NUDA, NUDA I JESZCZE RAZ NUDA.
Miał być lepszy ale, no właśnie ale........... Mam głupie wytłumaczenie na tak beznadziejny rozdział, koniec roku się zbliża (NARESZCIE), i co za tym idzie, poprawa ocen, a zwłaszcza niemiecki. A teraz uciekam, i obiecuję od jutra (jak będę w stanie :P) zaczynam tworzyć nowy rozdział, nie jestem pewna czy pojawi się w następny piątek czy może aż za dwa tygodnie, to zależy od mojego czasu.  A teraz nie zanudzam do następnego.
P.S. Przepraszam za błędy.
Czytasz=Komentujesz